Aktualności - Jagielloński Uniwersytet Trzeciego Wieku

Pomiń baner

Z Krzysztofem Żurakowskim – starostą kierunku Historia sztuki i dyplomatą rozmawia Magdalena Karlikowska-Pąsiek.

Po przejściu na emeryturę, po wielu latach wróciłem do Krakowa i postanowiłem wypełnić swój czas czymś, co będzie dla mnie intelektualnie wartościowe, a zarazem będzie dawało mi poczucie, że robię coś, co będzie sensowne pod każdym względem, aby wypełnić pustkę czasową po zakończeniu pracy zawodowej. Moim wyborem został JUTW ponieważ formuła jego działania była mi najbliższa.

1. Panie Krzysztofie, pozwolę sobie rozpocząć rozmowę pytaniem nieco przewrotnym. Skąd pomysł wygłoszenia wykładu pt. „Iran w moich oczach – historia, polityka i życie codzienne w obliczu współczesnych konfliktów” w ramach projektu „UTW dla społeczności”? Proszę się podzielić historią człowieka, który przez lata patrzył na Bliski Wschód nie z perspektywy nagłówków gazet, lecz własnych doświadczeń, spotkań i emocji.

 

Krzysztof Żurakowski - Odpowiedź na to pytanie jest w moim przypadku bardzo prosta! Iran to kraj który mnie zachwycił i do dzisiaj mogę tak powiedzieć noszę go w sercu. To wynika nie tylko z charakteru mojej pracy na tamtejszym terenie ale także z faktu, że moja żona była iranistką (po UJ), tłumaczem przysięgłym języka perskiego. To pozwoliło mi na bardzo głębokie zrozumienie tego kraju, ludzi i ich zwyczajów. Jak wyjaśniłem, mimo upływu wielu lat od ostatniego pobytu moje zainteresowanie Iranem a także całym Bliskim Wschodem jest bardzo żywe i staram się w miarę możliwości i dostępności źródeł być na bieżąco z aktualnymi wydarzeniami w tamtym rejonie. Z powodu zwrócenia się do mnie z propozycją wygłoszenia wykładu na JUTW i wyboru jego tematu wybrałem Iran, ponieważ jak już wspomniałem jest najbliższy mojemu sercu krajem Bliskiego Wschodu, na którym żyłem i pracowałem przez wiele lat.

 

2. Większość życia zawodowego spędził Pan na Bliskim Wschodzie, w świecie odległym od Europy nie tylko geograficznie, ale także kulturowo. Myślę, że taka droga nie mogła być wyłącznie pracą; musiała stać się również pasją, a może sposobem patrzenia na człowieka i świat. Co najbardziej urzekło Pana w Azji Zachodniej: historia, kultura, codzienność ludzi, a może ich życzliwość? Za czym tęskni Pan dziś najbardziej podczas spokojnych wieczorów spędzanych w Polsce?

 

K.Ż.: Pyta Pani o historię jak to było z tym moim Bliskim Wschodem. Ano nic nie dzieje się bez przyczyny. W latach młodości ojciec pracował w Ghanie. Wielokrotnie go tam odwiedzałem i miałem możliwość zobaczenia świata tak odległego pod każdym względem od życia w Europie. A trzeba powiedzieć, że były to lata 60-te ubiegłego wieku kiedy Polska była praktycznie odizolowana od wolnego świata. Te doświadczenia rozbudziły we mnie głód poznawania nowych odległych krajów poza Europą. Moje życie potoczyło się dla mnie szczęśliwie bo sprawy zawodowe splotły się z moimi pragnieniami. Mając takie szanse nigdy nie wahałem się aby pracować i żyć przez wiele lat na Bliskim Wschodzie. Przeżyłem tam wiele wydarzeń, które przeszły do historii tamtego regionu a nawet świata. Nie będę szczegółowo wyliczał – że tylko wspomnę o wojnie iracko – irańskiej, czy I i II Wojnie w Zatoce. Praca w tamtych krajach była także przygodą i pasją. Moje życie łączyło obowiązki zawodowe z możliwością poznawania miejscowych ludzi, ich zwyczajów, kultury i historii, zwiedzania miejsc atrakcyjnych turystycznie, ale także takich do których praktycznie zwykli turyści nie mają dostępu. Każdy z krajów B.W. jest inny – nie tylko geograficznie ale także kulturowo, religijnie i językowo. W tej mozaice krajów Iran jest krajem wyjątkowym z uwagi m. in. na odrębność językową, religię (islam w odmianie szyizmu), oraz starożytność kraju (ponad 2500 lat nieprzerwanej państwowości). Ponieważ przez wiele lat żyłem bardzo aktywnie i intensywnie a każdy dzień przynosił nowe wydarzenia i wyzwania to w spokojnym emeryckim czasie – zwłaszcza wieczorami brakuje mi tego kalejdoskopu - kolorowego, czasem groźnego ale niezwykłego. I tęsknię czasem za tym światem który został już za mną.

 

3. Po przejściu na emeryturę związał się Pan z Jagiellońskim Uniwersytetem Trzeciego Wieku. Od lat jest Pan nie tylko studentem, lecz także wolontariuszem i obserwatorem historii naszej wspólnoty akademickiej. Obserwował Pan, jak JUTW dojrzewał, zmieniał się i otwierał na kolejne pokolenia słuchaczy. Jak z Pana perspektywy zmienił się przez te lata Jagielloński Uniwersytet Trzeciego Wieku? I co sprawia, że to miejsce stało się dla Pana tak ważne?

 

K.Ż.: Po przejściu na emeryturę, po wielu latach wróciłem do Krakowa i postanowiłem wypełnić swój czas czymś, co będzie dla mnie intelektualnie wartościowe, a zarazem będzie dawało mi poczucie, że robię coś, co będzie sensowne pod każdym względem aby wypełnić pustkę czasową po zakończeniu pracy zawodowej. Moim wyborem został JUTW ponieważ formuła jego działania była mi najbliższa. Pamiętam, że ponad 10 lat temu, kiedy zaczynałem studiować liczba kierunków i seminariów była dość skromna. Ale z biegiem lat oferta edukacyjna ciągle się zwiększała, a także liczba studiujących. Z moich obserwacji wynika, że kolejne pokolenia są coraz lepiej przygotowane i przystosowane do realiów technologicznych codziennego życia a także zwiększenie aktywności studentów z czysto konsumenckiej na aktywną – współdziałanie w realizacji wielu aktywności JUTW. JUTW to dla mnie już spory rozdział życia – ponad 10 lat. To tutaj nawiązałem liczne kontakty koleżeńskie a nawet wieloletnie przyjaźnie.

 

4. Czego JUTW nadal Pana uczy?

 

K.Ż.: Nie można nawet w wieku senioralnym stać bezczynnie. Jest wiele możliwości które daje JUTW, działalność i jego oferta pobudza do ciągłej aktywności umysłowej a także fizycznej. To uczy że można dalej ciągle odkrywać rzeczy nowe lub nieznane.

 

5. Naszą rozmowę rozpoczęliśmy pytaniem przewrotnym, dlatego chciałabym w podobnym tonie ją zakończyć. Czy sądzi Pan, że projekty takie jak „UTW dla społeczności” są dziś potrzebne bardziej niż kiedykolwiek? W świecie pełnym pośpiechu, samotności i coraz bardziej powierzchownych relacji – czy spotkania, rozmowy i wykłady mogą jeszcze realnie poruszać i zmieniać ludzi? Co chciałby Pan przekazać uczestnikom swojego wykładu, nie tylko jako dyplomata i znawca Bliskiego Wschodu, lecz przede wszystkim jako człowiek, który przez całe życie próbował rozumieć innych?

 

K.Ż.: Na koniec zadaje Pani trudne pytanie. Ale odpowiem w ten sposób. Ten projekt – „UTW dla społeczności” pokazał, dzięki bardzo wysokiej frekwencji słuchaczy, że takie projekty są potrzebne. Zawsze znajdzie się spora grupa osób, która chce jeszcze wyjść poza natłok informacyjny, który zewsząd nas ogarnia i posłuchać w spokoju wykładu. Swoją rozmowę chciałbym zakończyć stwierdzeniem, że w każdym kraju, każdej kulturze, każdej religii można znaleźć punkty wspólne i wychodząc od nich osiągnąć możliwość zrozumienia i porozumienia mimo istniejących różnic. Jako przykład przytoczę zdanie wypowiedziane przez sędziego (mułłę) w sądzie do mnie – przedstawiciela polskiego obywatela - na początku rozprawy sądowej „wy jesteście starszymi braćmi w wierze, więc jakoś się porozumiemy”.

 

fot. Magdalena Karlikowska-Pąsiek