Aktualności - Jagielloński Uniwersytet Trzeciego Wieku
Z Marią Pawłowską – starościną kierunku Chiny, wieloletnią pracowniczką Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ, członkinią komisji Historii Nauki Polskiej Akademii Umiejętności rozmawia Magdalena Karlikowska-Pąsiek.
Z chwilą przejścia na emeryturę dla wielu z nas skończyła się praca zawodowa, ale zostały pasje, które możemy rozwijać, a nawet dzielić się nimi.
1. Pani Mario, 9 kwietnia zainaugurowała Pani cykl otwartych wykładów czwartkowych w ramach projektu „UTW dla społeczności”, wystąpieniem pt. „Collegium Physicum i Collegium Chemicum UJ – dwa gmachy w dzielnicy uniwersyteckiej, dwie historie, trzej patroni”. Pamiętam, że jesienią 2025 roku, podczas wspólnego wyjazdu z grupą teatrologów do warszawskiego Teatru Roma wspomniała Pani o pomyśle przygotowania wykładu o patronach gmachów, w których odbywają się zajęcia studentów JUTW. Dziś ten pomysł został zrealizowany. Skąd u Pani zainteresowanie wybitnymi naukowcami, takimi jak Zygmunt Wróblewski, August Witkowski czy Karol Olszewski? Jakie znaczenie może ten wykład mieć dla słuchaczy?
Maria Pawłowska - Zainteresowanie historią nauki wiąże się z moją pracą zawodową. Ponad 30 lat związana byłam z Instytutem Fizyki UJ (później Wydziałem Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ). Pracując w bibliotece wydziałowej, miałam kontakt z wybitnymi naukowcami. Byli to przede wszystkim fizycy, ale również matematycy, informatycy, chemicy i filozofowie. Początkowo moja praca polegała na udostępnianiu księgozbioru, później trzeba było wprowadzić bibliotekę w XXI wiek, tworząc katalog komputerowy, a w końcu nastąpiła przeprowadzka biblioteki do nowoczesnego kompleksu budynków na Kampusie 600-lecia Odnowienia UJ. Wolny dostęp do księgozbioru, zastosowanie urządzeń RFID (system samodzielnego wypożyczania, zwrotu i ewidencji księgozbioru), wykorzystanie elektronicznego katalogu książek i zaproponowanie czytelnikom miejsca w pięknych czytelniach, zwolniło nas, bibliotekarzy, z wielu monotonnych czynności. Biblioteka stała się tzw. „trzecim miejscem”, więc trzeba było rozpocząć nietypowe działania przyciągające kolejne pokolenia studentów i pracowników naukowych.
Zaczęło się od wystawy o Marii Skłodowskiej-Curie, później były wystawy o profesorach: Marianie Smoluchowskim, Henryku Niewodniczańskim i Zygmuncie Wróblewskim. Po drodze jeszcze publikacje i referaty o Konstantym Zakrzewskim i Auguście Witkowskim. Ostatnio Redakcja „Polskiego Słownika Biograficznego” poprosiła mnie o przygotowanie biogramu ks. Andrzeja Trzcińskiego, pierwszego profesora i kierownika Gabinetu Fizycznego na UJ. Ten nietuzinkowy uczony i niesamowity człowiek jest pierwowzorem jednego z bohaterów „Popiołów” S. Żeromskiego. Blisko dwa lata współpracowałam z wybitnym historykiem nauki, profesorem Andrzejem Kajetanem Wróblewskim, przygotowując ponad 70 biogramów do Słownika Fizyków Polskich. Moje zainteresowanie historią fizyki zostało zauważone. Dwa lata temu zostałam członkiem Komisji Historii Nauki PAU. Biorę również udział w seminariach dotyczących historii fizyki organizowanych na Wydziale FAIS UJ. W grudniu zaplanowano tam moje wystąpienie „mikołajkowe” – prawdopodobnie będę mówić o prof. Trzcińskim.
Pomysł, by studentom JUTW opowiedzieć o profesorach związanych z UJ wydał mi się naturalny. Studiujemy na Uniwersytecie, więc powinniśmy znać wybitnych uczonych, którzy tutaj pracowali. Trochę się obawiałam, bo wielu z nas fizyka kojarzy się ze szkolną traumą, ale wiem, że studenci JUTW są otwarci na wiedzę i korzystają z każdej możliwości jej uzupełnienia, więc chciałam spróbować. Wzorów, regułek, praw fizycznych nie przywoływałam. Miałam wprawdzie pomysł, by zaprosić kolegów z WFAIS, żeby na żywo pokazali kilka ciekawych doświadczeń z kriogeniki, ale wiązało się to z wykorzystaniem na sali wykładowej ciekłego azotu, a to już było skomplikowane. Myślę, że pokazany film uzupełnił naszą wiedzę.
2. Jak ocenia Pani ideę otwartych wykładów czwartkowych w Jagiellońskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku, prowadzonych przez samych studentów JUTW i skierowanych do mieszkańców Krakowa? Jakie widzi Pani ich znaczenie – zarówno dla słuchaczy, jak i dla osób je prowadzących?
M.P.: Pomysł „wykładów czwartkowych” jest godny upowszechnienia. W mojej wyobraźni wracamy trochę do otwartych wykładów uniwersyteckich, jakie w Zakładzie Fizycznym prowadził pod koniec XIX wieku prof. Zygmunt Wróblewski. Wspomniałam o tym podczas wykładu: Profesor przygotowywał ciekawe, spektakularne, jak na ówczesne czasy, demonstracje, które prezentował z niebywałą precyzją i szczegółowo omawiał. Na tych wykładach wypadało bywać, więc pojawiała się tu cała śmietanka krakowska, a panie zakładały swoje najlepsze toalety. Wykłady dla Krakowian kontynuował prof. Witkowski. Więc marzy mi się, by i nasze spotkania zainteresowały jak największą grupę Krakowian, nie tylko seniorów, żądnych wiedzy z różnych dziedzin nauki.
Natomiast dla osób prowadzących wykłady jest to swego rodzaju nobilitacja. Z chwilą przejścia na emeryturę dla wielu z nas skończyła się praca zawodowa, ale zostały pasje, które możemy rozwijać, a nawet dzielić się nimi. Dlatego z niecierpliwością czekam na kolejne wykłady w ramach tego cyklu. Zarówno ten o Łemkach i ich kulturze, jak i na niezwykle aktualny wykład Krzysztofa Żurakowskiego o Iranie, jego historii i polityce w obliczu współczesnych konfliktów.
3. Wiadomo, że zawodowo była Pani związana z Wydziałem Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ. Dotarłam do informacji, że była Pani główną projektantką biblioteki tego wydziału. Czy mogłaby Pani opowiedzieć nam więcej o tym projekcie? Skąd wziął się jego pomysł i jakie były najważniejsze wyzwania przy jego realizacji?
M.P.: Ma Pani rację, w ostatnim okresie pracy zawodowej współpracowałam z wieloma instytucjami i wieloma ciekawymi osobami. To nie tylko fizycy, bibliotekarze, czy archiwiści. Muszę tu wspomnieć o dużej grupie koleżanek i kolegów związanych z Uniwersytetem WSB MERITO w Chorzowie, z którymi zwiedziłam kilkanaście państw europejskich, a także azjatyckich: Gruzję, Armenię, Uzbekistan, Wietnam. Wszędzie odwiedzaliśmy biblioteki. Z każdej z tych wizyt brałam coś dla siebie. Największą inspiracją były dla mnie wizyty w bibliotekach Norwegii, ale też w Bibliotece Uniwersyteckiej w Tallinie i nowoczesnych bibliotekach szwajcarskich. Z każdej z tych bibliotek można coś znaleźć.
Biblioteka Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ to moje „piąte dziecko”, które kochałam jak czwórkę własnych. Nie mogę powiedzieć, że tę bibliotekę stworzyłam, bo jej korzenie sięgają końca XVIII w. i wspomnianego już przeze mnie prof. Trzcińskiego, ale od marca 1991 roku pracowałam nad tym, by dobrze służyła czytelnikom. Zwieńczeniem tych działań było przeniesienie biblioteki do nowo wybudowanych pomieszczeń w kompleksie Wydziału Fizyki na Kampusie 600-lecia UJ. Uczestniczyłam w pracach architektów, którzy dostali bardzo trudne zadanie zaprojektowania nowoczesnej biblioteki, która miała być sercem całego kompleksu (bo trudno tu mówić o jednym budynku) przeznaczonego dla społeczności Wydziału Fizyki. Wstyd przyznać, ale ci architekci nie tylko nigdy nie projektowali bibliotek, ale nie pokusili się nawet o to, by zobaczyć, jak się je projektuje, by spełniały wymogi społeczeństwa informacyjnego w XXI w. Najpierw kłótnie o projekt i jego ulepszanie, później kolejne dyskusje dotyczące wyposażenia, godziny spędzone na budowie i „patrzenie na ręce wykonawcom”. Wiele się wówczas nauczyłam. Na szczęście Senior Budowy, działający z ramienia UJ, wiedział, że może nam, bibliotekarzom, zaufać, więc popierał nasze pomysły i w starciach z wykonawcami projektu zawsze stawał po naszej stronie. Chyba się udało. Biblioteka jest piękna. Cyceron powiedział kiedyś „Do szczęścia człowiekowi potrzeba ogrodu i biblioteki”. Ta sentencja doskonale pokazuje czym jest stworzona przeze mnie biblioteka. Z przyjemnością pokażę ją Państwu, najlepiej w maju, gdy za oknami, na patio, przepięknie rozkwitną różnokolorowe azalie.
4. Jest Pani niezwykle aktywna i sprawia Pani wrażenie osoby, która nie narzeka na brak zajęć. Jako wieloletniej pracowniczce Uniwersytetu Jagiellońskiego chciałabym zadać pytanie bardziej refleksyjne: jaką rolę, Pani zdaniem, odgrywa Jagielloński Uniwersytet Trzeciego Wieku w strukturze uczelni? I co zmieniło się w Pani życiu od momentu, gdy została Pani jego studentką?
M.P.: Ktoś kiedyś zażartował, że na naukę nigdy nie jest za późno, ale może być za wcześnie. Tak było w moim przypadku. Za namową koleżanki trzy lata temu zapisałam się na zajęcia JUTW, ale wówczas jeszcze pracowałam na ½ etatu w Bibliotece WFAIS UJ. Równocześnie zaczęły się problemy z opieką nad moją do tej pory bardzo samodzielną 94-letnią mamą. Biegałam z jednego miejsca na drugie, próbowałam pogodzić wszystkie aktywności, ale nie do końca mi się to udawało. Wykładów słuchałam przede wszystkim zdalnie, nie udało mi się więc tak naprawdę dołączyć do społeczności JUTW. Mam wrażenie, że ten rok był dla mnie stracony. Dlatego z energią i nadzieją rozpoczynałam kolejne etapy studiów. Oferta jaką kieruje do słuchaczy JUTW jest bardzo ciekawa. Profesjonalnie przygotowane i prowadzone wykłady cieszą się niesamowitą popularnością. Nie bez powodu mówi się na mieście, że dostać się na pierwszy rok JUTW graniczy z cudem. Równocześnie widzę niezwykłą otwartość i zaangażowanie wykładowców. Hasło „JUTW” otwiera wiele drzwi. Mam wrażenie, że pracownicy naukowi z radością dzielą się z nami wiedzą, a pracownicy Biura dbają o to, by wykładowcami były osoby nie tylko o rozległej wiedzy, ale przede wszystkim uczeni z pasją.
Opowiem Państwu pewną anegdotkę. Gdy w listopadzie ubiegłego roku w moim mieszkaniu odbywał się remont łazienki, biegnąc na zajęcia z Tai Chi złamałam nogę. Chcąc nie chcąc musiałam uczestniczyć w wykładach on-line. Gdy we wtorki ekipa remontowa zasiadała do drugiego śniadania na gorąco opowiadałam im o tym co nowego usłyszałam na temat Chin podczas wykładu. Na szczęście robiłam szczegółowe notatki, bo trzech panów (w tym mój mąż) słuchali moich opowieści z zapartym tchem. Mam nadzieję, że Pani Joanna nie ma mi za złe, że bezprawnie rozpowszechniam wiedzę, którą dzieli się z nami podczas wykładów.
5. Czy w działalności Jagiellońskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku jest coś, co szczególnie Panią zaskoczyło lub zmieniło Pani sposób patrzenia na uczenie się i aktywność w późniejszym etapie życia?
M.P.: Muszę powiedzieć (nieskromnie), że byłam i jestem osobą otwartą na wiedzę i nowe doświadczenia. Tego wymagała ode mnie moja praca zawodowa, ale również dzieci, z którymi przechodziłam kolejne etapy ich edukacji. Wciąż dowiadywałam się czegoś nowego, uzupełniałam swoje szkolne wiadomości, więc to uczenie się było zupełnie naturalne. Zamarzyło mi się usystematyzować i wzbogacić wiadomości z niektórych dziedzin i właśnie wtedy trafiłam na Uniwersytet Trzeciego Wieku. Wybór Jagiellońskiego UTW był naturalny. Tu interesujących mnie wykładów było najwięcej. Ale prawdziwą niespodzianką, taką wisienką na torcie, były zajęcia z Teatrologii. Twórczość Agnieszki Osieckiej, a teraz Antoniego Czechowa, jako przedmiot naszych wykładów to nie lada gratka. Ale do tych wykładów jest jeszcze pewna niebagatelna wartość dodana: możliwość uczestniczenia w niezliczonej ilości przedstawień teatralnych i późniejsze o nich dyskusje, a także udział w warsztatach teatralnych, spotkaniach z aktorami i reżyserami z najpopularniejszych krakowskich teatrów. Tego nam, proszę mi wierzyć, zazdroszczą nie tylko inni seniorzy. Nie mogę tutaj nie wspomnieć o niesamowitym przeżyciu, jakim był udział w przygotowaniu spektaklu teatralnego pod kierunkiem wspaniałego, niezrównanego aktora Teatru im. J. Słowackiego – pana Antoniego Milanceja. Relacja z przygotowań do tego spektaklu nie mieści się w ramach tego wywiadu, ale muszę przyznać, że było to moje największe i niezapomniane przeżycie – udział w profesjonalnie przygotowanym spektaklu teatralnym. Nie da się zapomnieć przeżyć z tym związanych: zwiedziliśmy wszystkie zakamarki Teatru Słowackiego, wszystkie sale prób, spotkaliśmy się oko w oko z wieloma aktorami i reżyserami, którzy traktowali nas poważnie, grzecznie się nam kłaniając na korytarzach teatru. Myślę, że spektakl przygotowany przez grupę z JUTW, do którego inspiracją było „Wyzwolenie” Wyspiańskiego, powinien być pokazany szerszej grupie widzów, bo jest naprawdę tego warty.
Jeśli chodzi o „uczenie się w późniejszym etapie życia” – jestem na TAK! To jest zdecydowanie trudniejsze, bo pamięć już nie ta. Jednak, jeśli coś nas zainteresuje, to o wiele łatwiej przyswaja się nowe informacje. A jeśli coś nie trzyma się głowy? Trudno! Nikt nas nie będzie odpytywał, nie będzie egzaminował. I tym nasze studiowanie różni się od zdobywania wiedzy przez młodych. Muszę jeszcze dodać jedną rzecz, o której wcześniej nie wspomniałam. Właściwie dopiero w tym roku akademickim poznałam wielu wspaniałych ludzi, współuczestników JUTW. Te nowe znajomości stanowią kolejną wartość dodaną do mojego studiowania. I jestem z nich naprawdę bardzo dumna.
fot. Maria Pawłowska
