Aktualności - Jagielloński Uniwersytet Trzeciego Wieku

Pomiń baner

Z dyrektor Jagiellońskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku – Ewą Piłat - rozmawia Magdalena Karlikowska-Pąsiek.

Z Jagiellońskim Uniwersytetem Trzeciego Wieku jestem związana emocjonalnie, to kawałek mojego życia, więc na zawsze zostanie w moim sercu i pamięci.

1. W marcu 2012 roku został ogłoszony konkurs na Pełnomocnika Rektora UJ ds. Jagiellońskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Jak się Pani o nim dowiedziała i dlaczego wzięła Pani w nim udział?  

 

Ewa Piłat - Pamiętam ten dzień: 19 marca 2012 r., Warszawa, Sala Kongresowa, I Kongres Uniwersytetów Trzeciego Wieku. 3000 reprezentantów UTW z kraju i zza granicy (głównie wschodniej), wszyscy podekscytowani, zaangażowani, a przede wszystkim – dumni ze swej przynależności do UTW. Na scenie premier, pierwsza dama, rzeczniczka praw obywatelskich, prezydent m.st. Warszawy, ministrowie, posłowie, senatorowie. Pamiętam atmosferę tego wydarzenia: czuło się moc! Przyjechałam na ten kongres jako dziennikarka zajmująca się tematyką społeczną i redaktorka pierwszego w Polsce magazynu dla czytelników w starszym wieku („Dziennik Polski” był pierwszą gazetą w Polsce, która w 2006 r. zaczęła wydawać „Dziennik Seniora” pod redakcją Ewy Piłat). Z racji swoich zainteresowań znałam wiele osób. W kuluarach kongresu rozmawiałam z grupą z Krakowa. Ówczesny prezes Fundacji dla UJ (już nieistniejącej), mocno związany z UTW, zaczął mi opowiadać o styczniowym konkursie na Pełnomocnika Rektora UJ ds. JUTW, który nie został rozstrzygnięty. Podobno nie było dobrego kandydata. I o tym, że został ogłoszony II konkurs. Byłam oczarowana ludźmi, którzy działali w ruchu UTW, pozytywną energią, która od nich biła, autentycznym poczuciem sprawstwa, którym emanowali. Chciałam stać się częścią tego ruchu. Do tego w „Dzienniku” źle się działo. To już nie była moja gazeta.

Okazało się, że termin składania aplikacji mija za 2 dni. Spędziłam je przygotowując wymagane materiały, w tym moją wizję uniwersytetu trzeciego wieku. Dokładnie 25 kwietnia, jako ostatnia z kilkunastu kandydatów i kandydatek zostałam poproszona na rozmowę z komisją konkursową. Po tej rozmowie wróciłam do pracy, do redakcji. Tam odebrałam telefon od ówczesnego Prorektora UJ ds. dydaktyki prof. Andrzeja Mani z gratulacjami. 

 

2. Czy trafiła Pani do środowiska, które tak Panią oczarowało? 

 

E.P.: Niestety, nie. To raczej był szok. Tak duży, że po jednym dniu… zrezygnowałam. O JUTW nie wiedziałam wcześniej nic, mimo że – jako dziennikarka zajmująca się tą tematyką  - doskonale znałam krakowskie i regionalne UTW. Ten na UJ był twierdzą. 

Rektor Andrzej Mania zorganizował spotkanie z reprezentacją ówczesnych studentów JUTW. W jego obecności zachowanie słuchaczy było w miarę poprawne, ale gdy zostaliśmy sami, zostałam tak bezpardonowo zaatakowana, że uznałam, że nic tu po mnie. Wróciłam na dyżur do redakcji. Ponieważ nikomu nie pisnęłam ani słowa o konkursie, uznałam, że jednak  zostaję w „Dzienniku”. Około północy napisałam e-maila do Rektora Mani, że bardzo dziękuję za wybór, ale, niestety, środowisko studentów mnie nie akceptuje, więc rezygnuję. O 6 rano odpisał Pan Rektor, zapraszając na rozmowę. Nb. przez całą kadencję tak korespondowaliśmy: ja – sowa – o północy, Pan Rektor  - skowronek – o świcie. To, że zostałam w JUTW, zawdzięczam wyłącznie Rektorowi Mani. Tak radykalnych zmian, jakie zaszły w JUTW, bez jego wsparcia i zaangażowania nie udałoby mi się przeprowadzić. Zresztą, wszyscy przełożeni JUTW w trakcie mojej blisko 15-letniej pracy na UJ  byli wyjątkowi. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką sprawiedliwością, transparentnością i uczciwością przełożonych, jak na Uniwersytecie Jagiellońskim. To jest naprawdę przyjazne miejsce pracy. 

 

3. Jak wyglądał Jagielloński UTW w 2012 roku? 

 

E.P.: Moja poprzedniczka nie zaszczyciła mnie rozmową. Budowałam sobie wiedzę na podstawie jakichś szczątkowych dokumentów, do których udało mi się zajrzeć. Widziałam np. listę studentów I roku, na której widniało… 58 nazwisk. Poza tym był jakiś rok wyższy dla „uprzywilejowanych” studentów. Rekrutacja przypominała casting. Ale niektórym to się podobało. Czuli się wyróżnieni. Studenci nie płacili czesnego, a wykładowcy nie otrzymywali honorarium. Tematyka wykładów była różnorodna. Odbywał się jeden – dwa wykłady w tygodniu dla wszystkich studentów. 

 

4. Z jakiego osiągnięcia jest Pani najbardziej dumna jako dyrektor Jagiellońskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku? 

 

E.P.: Zanim odpowiem, przytoczę anegdotę usłyszaną wiele lat temu od Pełnomocniczki Rektora ds. UTW w sąsiednim województwie. Żaliła się, że na papierze ma 1000 słuchaczy, a jeśli zdarzy się, że na wykład przyjdzie 50 osób, to jest szczęśliwa. Ostatnio było 5. Dlaczego? Nietrafiony temat. Jaki? „Liczby pierwsze w matematyce”. Zapytałam, po co organizować wykłady na tak niszowe tematy? Okazało się, że zgłosił się tylko taki wykładowca.

 Wykładowcy „z łapanki”, nieinteresujące tematy nie tylko deprecjonują ideę uniwersytetu trzeciego wieku, ale również upokarzają studentów-seniorów, którzy – dodatkowo - tracą szacunek do nauki. Inna sprawa: nawet jeden interesujący wykład nie sprawi, że student nabędzie wiedzy na określony temat. To musi być cykl.

Nasz autorski model kształcenia przypomina studia podyplomowe. Student JUTW sam wybiera swój główny kierunek kształcenia zgodnie ze swoimi zainteresowaniami. Oprócz kierunków głównych, czyli cotygodniowych wykładów, oferujemy jeszcze fakultety. Programy są przygotowane na 2 semestry. To wystarczający czas, aby zgłębić interesującą tematykę i posiąść wiedzę z wybranej dziedziny, a nie tylko ją liznąć. Ten model to nasz powód do dumy.

Studenci płacą czesne, ale nie ma w tej chwili żadnego UTW w Polsce, gdzie nie byłaby wymagana opłata. Te środki pozwalają nam stawiać wymagania wykładowcom i wybierać najlepszych. Mamy również możliwość zakupu sprzętu, dzięki któremu wykorzystujemy w kształceniu nowe technologie. Jesteśmy bodaj jedynym UTW w kraju, w którym prawie wszystkie zajęcia odbywają się w trybie hybrydowym: stacjonarnie i zdalnie w czasie rzeczywistym. To technicznie nie jest proste, zabiera pracownikom dużo czasu i jest źródłem nieustannego stresu, bo ciągle coś zawodzi.  Jednak dzięki tej wyjątkowej ofercie mamy studentów z całego kraju i zza granicy. Ostatnio otrzymałam bardzo miłego e-maila od Państwa, którzy łączą się z San Diego (USA). Muszą wstać o 2.30 w nocy, aby uczestniczyć w wykładzie z orientalistyki. Sprawdziłam. Mają 100-procentową frekwencję! Są bardzo zadowoleni i bardzo wdzięczni. Dla takich e-maili warto mocować się z różnym oprogramowaniem, z zawieszającym się systemem, zawodnymi laptopami i z dostępem do sieci.  

 

5. Rozmawiamy w ostatnim dniu pani pracy na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jakie są Pani plany na emeryturę i czy jest w nich miejsce dla JUTW? 

 

E.P.: Nie mam żadnych planów nie z braku kreatywności, ale dlatego, że do tej pory los zwykł kpić z moich zamiarów. Mam natomiast marzenia. 

Z Jagiellońskim Uniwersytetem Trzeciego Wieku jestem związana emocjonalnie, to kawałek mojego życia, więc na zawsze zostanie w moim sercu i pamięci. Zbudowaliśmy niezłą markę, ale jest co poprawiać. Nowa Pani Dyrektor jest osobą bardzo kompetentną, zaangażowaną i niezwykle progresywną. Zajmuje się i pasjonuje nowymi technologiami, więc na pewno zbuduje tu nową jakość. Jeśli tylko moje doświadczenie do czegoś się przyda, to chętnie służę pomocą.

Wspomniałam wcześniej, że JUTW w ostatnich latach miało szczęście do przełożonych. Jako dyrektor jednostki zawodowo czułam się naprawdę bezpiecznie, mając za szefa prof. Pawła Laidlera. Prorektor UJ nie tylko „czuje” ideę kształcenia przez całe życie, ale też docenia wpływ aktywności edukacyjnej na jakość życia osób starszych. Jest nie tylko nam życzliwy, ale także bardzo konkretny i sprawczy. Jestem spokojna o przyszłość Jagiellońskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. 

 

 

 
fot. Magdalena Karlikowska-Pąsiek