Aktualności - Jagielloński Uniwersytet Trzeciego Wieku
Z Emilią Gromek – studentką JUTW, autorką recenzji publikowanych na Facebooku Jagiellońskiego UTW, rozmawia Magdalena Karlikowska-Pąsiek.
Studia na Jagiellońskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku zmieniły moją świadomość. Odkryłam, że świata można uczyć się przez całe życie. Zaczęłam inaczej patrzeć na czas. I na siebie. Zdałam sobie sprawę jak bardzo ciekawi mnie świat sztuki i teatru. Kraków daje w tym względzie niezwykłe możliwości – każdego dnia dzieje się tu coś interesującego. Chodzę na wystawy, wernisaże, spotkania z artystami.
1. Pamiętam jak przyjmowałam Panią w rekrutacji uzupełniającej z listy rezerwowej, po rocznej przerwie, na Religioznawstwo. Zapytałam czy jest Pani zainteresowana ponownym dołączeniem do grona studentów JUTW na kierunku Religioznawstwo (jest to Pani drugi cykl trzyletni). W słuchawce telefonu rozbrzmiał ciepły i wesoły głos: „przyjdę nawet na zamiatanie rynku byle tylko z JUTW”. Czym jest dla Pani Jagielloński Uniwersytet Trzeciego Wieku? Jak wygląda życie z JUTW i jak wyglądało bez naszej uczelni?
Emilia Gromek - Przez 45 lat pracowałam w aptece. Lubiłam tę pracę i dawała mi dużo satysfakcji, ale dopiero z perspektywy czasu widzę, jak bardzo była odpowiedzialna i zaborcza. Dyżury, popołudnia spędzone w pracy, ciągła gotowość – wszystko to sprawiało, że poza życiem rodzinnym niewiele zostawało miejsca na inne plany. Kiedy przeszłam na emeryturę, nagle okazało się, że mam coś, czego wcześniej prawie nie znałam – czas. I nie bardzo wiedziałam, co z nim zrobić. Dlatego zapisałam się na zajęcia na Jagiellońskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Jednak życie postanowiło wtedy napisać zupełnie inny scenariusz. Najpierw przyszła pandemia, a potem ciężka choroba i śmierć mojego męża. Ten czas wspominam przede wszystkim jako wielką walkę o przetrwanie. Tragiczne wydarzenia zdarzają się nawet tym, którym wcześniej los sprzyjał, ale wszystko zależy od naszej reakcji. Możemy się poddać albo spróbować zacząć życie od nowa. Po przymusowej przerwie bardzo chciałam wrócić na uczelnię. Bardzo tęskniłam za moimi koleżankami, z którymi zdążyłam się zaprzyjaźnić. Za wspólnymi kawami po zajęciach z angielskiego. Za głosem i poczuciem humoru mojego Profesora historii sztuki, Piotra Krasnego, którego wykłady mnie zauroczyły. Tęskniłam też za miejscami, w których odbywały się zajęcia: Pałacem Larischa, Collegium Wróblewskiego czy schodami w Kamienicy Spiskiej. Te schody mają dokładnie 103 stopnie i bardzo lubię po nich wchodzić. Pamiętam pierwszy raz – szłam powoli, a one trzeszczały tak głośno, że co chwilę oglądałam się za siebie, przekonana, że ktoś za mną idzie. Nikogo jednak nie było. Przez chwilę naprawdę myślałam, że prześladuje mnie jakiś duch. Kiedy wreszcie, po wielu staraniach, dostałam się z listy rezerwowej na religioznawstwo, byłam gotowa na wiele poświęceń. Napisałam list motywacyjny, powołałam się nawet na swoją „znajomość ze Stanisławem Wyspiańskim”, a w ostateczności byłam gotowa nawet sprzątać Rynek.
2. Jest Pani dla mnie tytanem pracy i przykładem na to, że wiara, dyscyplina i ciężka praca bez względu na wiek może pokonać każdą przeciwność losu. Znamy się kilka lat. Przepraszam za to osobiste pytanie, ale wiele razy o tym rozmawiałyśmy, a Pani odpowiedzi zawsze były szczere. Dlatego pozwalam sobie zadać je także publicznie – wierzę, że może ono dodać otuchy wielu osobom. Pamiętam, jak dzień po naszej rozmowie przyszła Pani z dokumentami, aby zapisać Panią na pierwszy rok. Oprócz ankiety rekrutacyjnej miała Pani plik żółtych karteczek i notes. Bardzo skrzętnie Pani zapisywała niemal każde moje słowo. Okazało się, że zmaga się Pani z neuroboreliozą. Czy mogłaby Pani opowiedzieć o niemal syzyfowej pracy nad powrotem do sprawności, która wbrew wszystkiemu przyniosła zaskakujące efekty?
E.G.: Niestety życie postanowiło mnie jeszcze sprawdzić. Z osoby raczej zdrowej nagle stałam się chodzącą encyklopedią chorób. Z każdej kieszeni wystawały kolejne skierowania do specjalistów. Odwiedziłam kardiologa, laryngologa, urologa, neurologa, okulistę i chirurga naczyniowego. Przy alergologu już się poddałam i nie poszłam. Pojawiały się też sugestie, że może powinnam pilnie odwiedzić psychiatrę. Coraz częściej miałam wrażenie, że lekarze patrzą na pacjenta tylko przez pryzmat swojej specjalizacji. Postanowiłam więc wziąć sprawy w swoje ręce. Zaczęłam od tego co mi najbardziej dokuczało - czyli ogromnych skoków ciśnienia. Gdybym nie była farmaceutką, pewnie mogłabym na stałe zamieszkać na SOR-ze. Kupiłam książkę o leczeniu nadciśnienia „Nowoczesna terapia nadciśnienia tętniczego w codziennej praktyce” i zaczęłam ją bardzo dokładnie studiować. Czasem ze łzami w oczach. Ku mojemu zdziwieniu nie znalazłam żadnej przyczyny, która tłumaczyłaby moje problemy. Jedną całą emeryturę przeznaczyłam na badania. I nic. Żadnej odpowiedzi. Doszłam już do momentu, w którym mogłam nie jeść śniadania, obiadu ani kolacji, bo zastępowały je tabletki. Pewnego dnia oglądałam serial detektywistyczny i pomyślałam: skoro oni potrafią rozwiązywać zagadki kryminalne, to ja spróbuję rozwiązać swoją własną zagadkę medyczną. Zaczęłam szukać dalej – i zbadałam się pod kątem bakterii. I wtedy pojawiła się odpowiedź: borelioza. Paradoksalnie poczułam ulgę. Wreszcie wiedziałam, z czym mam do czynienia. Oczywiście kupiłam kolejne książki o boleriozie. Tym razem aż trzy – razem ponad 1600 stron. Po tej lekturze mogę chyba spokojnie występować jako ekspert w tej dziedzinie. Zaczęła się moja ciężka, wielomiesięczna walka o odzyskanie zdrowia (standardowo leczenie trwa około miesiąca, u mnie zajęło to ponad rok – tak późno przyszła diagnoza). Niedawno poczułam jedną bardzo ważną rzecz: odzyskałam kontrolę nad własnym życiem.
3. Na koniec chciałabym zapytać o Pani poszukiwania samej siebie. Jest Pani emerytowaną farmaceutką z lekkim i dowcipnym piórem. Ostatnio proponowałam nawet Pani popełnienie większego tekstu. Stwierdziła wtedy Pani, że raczej nie jest to dobry pomysł, bo poszukuje Pani samej siebie. Wiem, że należy Pani do grupy „Wyspiański i Kraków”. Z resztą jako wolontariuszka oprowadza Pani koleżanki i kolegów po witrażach i polichromiach Wyspiańskiego u Franciszkanów. Kim jest Emilka Gromek, której felietony publikujemy na FB Jagiellońskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku?
E.G.: Studia na Jagiellońskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku zmieniły moją świadomość. Odkryłam, że świata można uczyć się przez całe życie. Zaczęłam inaczej patrzeć na czas. I na siebie. Zdałam sobie sprawę jak bardzo ciekawi mnie świat sztuki i teatru. Kraków daje w tym względzie niezwykłe możliwości – każdego dnia dzieje się tu coś interesującego. Chodzę na wystawy, wernisaże, spotkania z artystami. Miałam nawet okazję zajrzeć do pracowni kilku znanych malarzy. Kiedy widzi się, jak powstaje obraz, zupełnie inaczej patrzy się później na gotowe dzieło. Bardzo ważnym momentem, który związał mnie ze sztuką, było wydarzenie sprzed lat - w autorskiej galerii Bronisława Chromego. Profesor wręczył mi wtedy medal dla miłośników jego galerii i powiedział, że mam talent do dostrzegania piękna – nawet tam, gdzie inni go nie widzą. Te słowa zapamiętałam na długo. Podczas warsztatów przewodnickich organizowanych przez Muzeum Narodowe odkryłam też swojego wielkiego mistrza – Stanisława Wyspiańskiego. Szczególnie zachwyciły mnie jego witraże. Dlatego z wielką przyjemnością przyjęłam propozycję oprowadzania po witrażach i polichromiach Wyspiańskiego w Bazylice Franciszkanów. Chodzę też często do teatru. Dla mnie teatr ma wymiar terapeutyczny. Po spektaklu długo jeszcze myślę o tym, co zobaczyłam. Każde przedstawienie zostawia ślad. W tym momencie chciałabym podziękować mojej Teatrolożce: Pani Magdalenie Karlikowskiej – Pąsiek za organizowanie licznych wyjść na spektakle, spotkań z ludźmi teatru w ramach różnych warsztatów. Mam świadomość ile pracy ją to kosztuje. Realizuję również swoje dawne marzenie – uczę się języka angielskiego. Nie jest to łatwe, bo borelioza zostawiła po sobie problemy z koncentracją i pamięcią krótkotrwałą. Mimo to wiem jedno: trzeba iść dalej. Zapisałam się nawet na siłownię. Sama czasem nie mogę w to uwierzyć.
Plany
Mam też kilka planów na przyszłość. Jednym z nich jest rozwijanie historii postaci Groocika. Wymyślanie jego przygód sprawia mi ogromną radość. Coraz częściej myślę nawet o komiksie z jego historiami. Zaprzyjaźniona z nami malarka już parokrotnie malowała cykl akwarelek z jego wyczynami. Kto go jeszcze nie zna to zapraszam na facebookowy profil – Groocik.
Marzę też o podróżach śladami wielkiej sztuki. Na początek chciałabym zobaczyć słynne Uffizi we Florencji.
Uwielbiam koncerty bluesowe i rockowe. Zawsze żałowałam, że nie zdążyłam pójść na koncert Ryśka Riedla. Dlatego teraz nie odkładam takich rzeczy na później – bilet na koncert Beth Hart mam już kupiony.
Zakończenie
Dziś wiem jedno. Człowiek może przejść przez bardzo trudne doświadczenia. Chorobę, stratę, samotność. Ale dopóki pozostaje ciekawy świata i ludzi, zawsze może zacząć coś od nowa. Ja zaczęłam. Dzięki studiom, sztuce, teatrowi i spotkaniom z ludźmi odzyskałam coś bardzo ważnego – radość życia. I chyba właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Bo czasem najlepsze rozdziały naszego życia zaczynają się wtedy, kiedy wydaje nam się, że wszystko jest już za nami.
fot. Magdalena Karlikowska-Pąsiek